Samolotem z małym dzieckiem #1 – ulubiona przytulanka i magiczny plecak

Jeśli blog ma być o podróżach i dzieciach, to wypadałoby się do nich odpowiednio przygotować. W tym poście opowiemy Wam o naszych zasadach, doświadczeniach oraz odpowiemy na kilka pytań, na które młodzi rodzice często poszukują odpowiedzi, a o te nie zawsze tak łatwo. Oczywiście są to nasze subiektywne doświadczenia, czy też uczucia, którymi się kierujemy, a każdy z Was wybierze najdogodniejsze dla Was i Waszych maluchów.

Zasady

Na początek 2 kluczowe zasady, których do dzisiaj staramy się trzmać przy okazji każdego wyjazdu samolotowego.

ZASADA nr 1. Ulubiony przedmiot

Przyzwyczajmy dziecko, by miało jeden ulubiony przedmiot, maskotkę, pieluszkę, kocyk, czy poduszkę i absolutnie ZAWSZE bierzmy go ze sobą. Dzięki temu dziecko czuje się bezpieczniej, bo ma przy sobie rzecz, którą kojarzy ze swoim łóżeczkiem, domem i spokojem. U nas od samego początku, zarówno w przypadku Oli, jak i Niny, były to poduszki „świnki” z ogonkiem. Co ciekawe, każda z nich w swoim życiu dorobiła się kilku, ale zawsze jest ta jedna jedyna, której niemal nie da się zastąpić żadną inną i później świnka obieżyświat wygląda tak jak wygląda, czyli tak jak na poniższym zdjęciu:

ZASADA nr 2: Nowe zabawki – magiczny plecak

Na podróż samolotem, gdzie względnie mamy odrobinę miejsca do zagospodarowania dla naszej pociechy, pamiętajmy żeby przygotować nowe zabawki. Mają one być ciekawe dla dziecka, które chętnie się nimi zajmie w czasie lotu. Nie pokazujmy ich wcześniej, nie zdradzajmy czego mogą się spodziewać, niech stanowi to dla nich niespodziankę. Przyzwyczajmy natomiast, że do samolotu zawsze będzie dostawało magiczny plecak, czy jakkolwiek inaczej je zorganizujemy, który nawet całą drogę na pokład może nieść na własnych plecach (tutaj pamiętajmy, żeby nie przesadzić z wagą), ale OTWIERAMY GO DOPIERO PO STARCIE.

Pytania

Zasady zasadami, ale człowiek który zostaje młodym rodzicem i rozpoczyna swoje podróże z maluchami, zawsze ma mnóstwo pytań. Na część z nich postaramy się odpowiedzieć poniżej. Rozpocznijmy od jednego z najważniejszych.

Pytanie nr 1. Kiedy zacząć latać z dzieckiem?

Nasi znajomi często zadają nam pytanie: „Jaki wiek jest tym odpowiednim do rozpoczęcia podróżowania z maluchem?”. A no kochani – nie ma określonego wieku, który jest dobry na odbycie pierwszej podróży samolotem przez dziecko. Nie ma również sensu podpytywać się lekarzy (co lekarz, to inna opinia). Nie podlega natomiast absolutnie żadnej wątpliwości i dyskusji, że KAŻDY podróżujący musi być zdrowy, a przede wszystkim dziecko. Nie zachęcam Was do lotów samolotem z dzieckiem, które jest podziębione, bardzo niespokojne lub płaczliwe – dziecko się umęczy, Wy się umęczycie, ale i pasażerowie będą na Was patrzeć, jakby zaraz chcieli Was ukrzyżować.

Pozostałe czynniki, to już rzecz gustu. Najważniejszą sprawą w tej kwestii jest to, że to Wy sami musicie się czuć gotowi i odpowiednio przygotowani do podróży z pociechą. Możemy jedynie podpowiedzieć, że im młodsze dziecko, tym łatwiej się z nim lata i podróżuje, takie maluszki najczęściej dużo śpią i jest im wsjo rybka, czy na rękach mamy, przy piersi, czy w „łóżeczku”, o którym opowiem później.

Przy okazji inicjacji lotniczej możemy podzielić się z Wami informacją, że nasz starszy Anioł swoją przygodę z lataniem rozpoczął mając skończone 4 miesiące. Już myśleliśmy, że z drugim będzie to ciężko przebić, ale życie pisze własne scenariusze i młoda swój pierwszy lot zaliczyła, gdy miała raptem 6 tygodni. Z kolei nasi znajomi wybrali się w podróż do rodziny, gdy pociecha miała skończone 2 tygodnie.
Jak widać, nie ma sensu zbytnio zwlekać, ale oczywiście zawsze wszystko zależy od dziecka i rodziców. Na pewno nic na siłę.

Skoro już wiemy, że nie ma przedziału wiekowego, w którym możemy rozpocząć swoje doświadczenia z podróżowaniem z maluchem, to przejdźmy do tematu jakim jest DŁUGOŚĆ LOTU.

Pytanie nr 2. Jak daleko lecieć z dzieckiem?

Każdy z nas męczy się długim podróżowaniem, ale nie znaczy to, że nie możemy wybierać długich lotów. Ba, powiem więcej. Maluchy i tak zazwyczaj przesypiają lot, więc dla nich wszystko jedno, ile będą lecieć. Nasze dziecko, mając 9 miesięcy, „leciało” z nami łącznie blisko 11h w jedną stronę, z czego podróż od drzwi do drzwi, z międzylądowaniami, dojazdami, dopłynięciem, …, (lot do Dubaju, dalej na Mahe, kolejny lot na Praslin, taksówką do portu i jeszcze 30 min. rejsu statkiem), trwała lekko ponad 24h. Po takim czasie dotarliśmy do naszego docelowego miejsca. Jasne, w tym wieku było łatwiej, bo była wciąż głównie karmiona piersią, więc dla mnie luksus. Nie miałam dodatkowo myśli zaprzątniętych przygotowywaniem jedzenia dla niej, nie zastanawiałam się, czy to zje, czy tamto, na co ma dziś ochotę – mleko i kilka mniejszych pokarmów wziętych na drogę załatwiało temat jedzenia, a i pomagało z piciem.

Pytanie nr 3. W jakich godzinach latać z dzieckiem?

Możecie się zastanawiać jaka PORA PODRÓŻOWANIA jest najlepsza? Którą wybrać? Czy lepiej w ciągu dnia, czy może w nocy? Niestety i tu Was rozczaruję – nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ ona zależy od kilku czynników:

  1. Czasu lotu
  2. Czy jest to lot docelowy, czy z jednym międzylądowaniem lub nawet wieloma międzylądowaniami
  3. Samego dziecka

Na Waszym miejscu unikałabym w pierwszej podróży lotów z międzylądowaniami. Strasznie męczą dziecko i Was, trzeba się przenosić, zmieniać otoczenie, wychodzić z jednego samolotu, iść do termianala lotniczego, przechodzić do kolejnego samolot. Zgiełk, stres i niepotrzebne zamieszanie. Jeżeli już one muszą wystąpić, to zróbcie sobie najlepiej 1-2 dniowy przystanek, który będzie doskonałą okazją na zwiedzenie jeszcze jednego miejsca (choćby na krótko). My zazwyczaj na długie podróże wybieraliśmy lot w południe, by dziecko po czasie entuzjazmu i zabawy, mogło w spokoju iść na drzemkę. Dziecko, nie niemowlę, też jest bardzo ciekawskie – to nasza pierwsza lekcja i okazja, by pokazać mu samolot, chmurki, błękit nieba, słoneczko, czy księżyc…pokazujmy, rozmawiajmy, tłumaczmy i od czasu do czasu spacerujmy po pokładzie. Inną sprawą jest „plecak niespodzianka”, który w naszym przypadku zawsze jest magią dla naszej dwójki, ale o tym już wiecie.

Pytanie nr 4. Czy w samolocie da się położyć spać dziecko, w miarę komfortowych warunkach?

Zapewne część z Was, w szczególności tych już lekko zaprawionych w turystyce z maluchami, zastanawia się nad możliwością posiadania i używania na pokładzie nosidła, które może być wyjątkowo pomocne przy dłuższych trasach. Otóż większe samoloty, z naszego doświadczenia były to Boeingi 777 i Airbus A380 przewoźników Emirates i Air France, mają mały bajer do komfortowego transportu niemowląt. Są one wyposażone w tzw. koszyki (dziecko jest w nich spięte na środku, szerokimi pasem zapinanym na rzep – po to, żeby z niego nie wypadło). Co warto podkreślić, koszyk jest dla dzieci do 11 kg wagi i niezbyt wysokich, gdyż mają długość maksymalnie 75 cm. Nasze dzieciaki latały w nich do mniej więcej roku czasu i do tego wieku zaleca Emirates, później pozostały im niestety już tylko niewygodne nogi rodziców, bądź miejsce między rodzicami, a rodzice upchnięci jak śledzie – każdy w swoim kącie.

Na tej stronie Emirates znajdziecie szczegóły odnośnie koszyka, w sekcji Baby bassinets. A tak przedstawiają się w rzeczywistości – to szerokie na środku, to właśnie pas zapinany na rzep, który ma utrzymać nasze maleństwo w środku:

Koszyki te niestety mają jeden spory feler – w czasie turbulencji należy z niego wyjąć dziecko, a sam maluch musi zostać przypięty pasem dla juniorów do pasa jednego z rodziców. Nie ważne, że czasami dziecko może drzeć się w niebogłosy, bo właśnie zakłóciliśmy sen naszego aniołka. To co, że często kapitan nie chce/zapomina wyłączyć sygnalizacji konieczności zapięcia pasów. Stewardessy/stewardzi będą Was ścigać i nie ustąpią – sprawdzone na własnej skórze. Wszystko oczywiście, co można się domyślać i co ma sens – podyktowane jest względami bezpieczeństwa, których najlepsze linie starają się mocno pilnować.

Pewnie teraz zastanawiacie się co zrobić, żeby mieć opcję ululania swojego aniołka w takim koszyku podczas nadchodzącego lotu? Myk na to jest dość prosty – na pokładzie miejsca te są w pierwszych rzędach za ściankami rozdzielającymi klasy siedzeń lub rozdzielającymi poszczególne sekcje samolotu. W ściankach tych są po 2 otwory na koszyk do służące do ich zamocowania. Najczęściej te miejsca są wyłączone z możliwości rezerwacji przez osoby nieposiadające dzieci poniżej 2-go roku życia, a przynajmniej tak jest w przypadku lini lotniczej Emirates, która to w ten sposób opisuje temat kosztów i rezerwacji na pokładzie swoich samolotów – https://www.emirates.com/english/help/faq/3524741/do-i-have-to-pay-for-seat-selection-for-infants-children-or-unaccompanied-minors.

Poniżej przykład rozkładu siedzeń w Airbus A380 lini Emirates i zaznaczone przeze mnie miejsca, w których powinna być opcja zaczepienia koszyka. Na ogół będzie to pierwszy rząd zaraz za ścianką działową, po jednym koszyku w potrójnych siedzeniach po obu stronach samolotu (od strony okien) i 2 koszyki na środku, gdzie są 4 miejsca obok siebie, tutaj jeden koszyk na każde 2 miejsca.

https://www.emirates.com/english/experience/our-fleet/seating_chart.aspx?id=388UPJY

Przy okazji osatniej wyprawy udało nam się dowiedzieć, że Emirates uwalnia te miejsca na 3 godziny przed odlotem i wtedy, w drodze uzasadnionego wyjątku (np. dwujka dzieci 2 i 4 lata), można próbować zamienić miejsca, jeśli macie mniej wygodne. Zawsze jest fajniej siedzieć całą czwórką obok siebie i nie mieć przed oczami foteli, które ktoś co chwila może opuszczać lub podnosić, a do tego mieć więcej miejsca na nogi i szpargały dla dzieciaków.
Miejsca te potrafią też mieć pewien feler, ale o tym napiszemy w którymś z kolejnych wpisów.

Pytanie nr 5. Czym zająć dziecko w czasie lotu, żeby szybko minął?

Starsze maluchy, takie których nie odhaczymy przez uroczą i przesłodką drzemkę, jak je zająć, jak sobie poradzić z ich nadmiarem energii? Jest na to co najmniej jeden sposób.

Swego czasu kupiłam plecak idealny na podróże, rozkładany, będący również swego rodzaju stolikiem. To nasz magiczny plecaczek, do którego skrupulatnie, przed każdym wyjazdem na wakacje, kompletuję małe drobiazgi. Znajdziemy tutaj śmieszne ołówki, gumki, kredki, małe maskotki, laleczki, notatniki z kolorowymi karteczkami, rysowanki i co tylko przyjdzie mi do głowy, ostatnio nawet małe książeczki sensoryczne, puzzle, klocuszki….hulaj dusza. Wszystko oczywiście absolutnie nowe, to znaczy nie widziane wcześniej przez dziecko, żeby jak najdłużej skupić jego uwagę i pobudzić kreatywność oraz zainteresowanie.

Plecak na nasze córy zawsze działa, jest absolutnym hitem. Olut nie może doczekać się momentu, kiedy wejdzie do samolotu, usiądzie na swoim miejscu, samolot wzbije się w powietrze i w końcu będzie mogła otworzyć „magiczny plecak”. Zawsze jest to dla niej ogromną frajdą.

Pytanie nr 6. Czy samolotem można przewieźć jedzenie i picie dla maluchów?

Mamy wybrane miejsce docelowe naszej podróży, porę podróżowania, wiemy już całkiem sporo o koszykach, spaniu, mamy zabawki, to co teraz? Teraz jedynie pozostaje nam ustalić co z jedzeniem i piciem dla dziecka. Przecież nie zawsze w miejscu docelowym będziemy mieli możliwość kupienia „kieszonek” – przecierów, słoiczków (EKO dodam 😊 ) lub czegokolwiek innego.

Jeśli w czasie naszego lotu dziecko dostanie catering, nawet dedykowany dla najmłodszych pasażerów, to nie zawsze jest tak, że zajada się nim z apetytem, tylko potrafi najzwyczajniej w świecie nim wzgardzić. W tym miejscu śpieszymy, żeby Was pocieszyć i pokrzepić. Drodzy, nigdy nie mieliśmy jakiegokolwiek problemu z przewozem jedzenia i picia dla dzieci, NIGDY. Czy były to słoiczki, zupka w termosiku, makaron, kasza jaglana, czy przecier, a nawet woda lub sok w szklanej/plastikowej butelce, czy też dziecięcym bidoniku – nigdy nie było problemu.

Tym samym możemy naszym miliusińskim zaaplikować ich dobrze znane z domu i ulubione menu, zarówno na pokładzie, w czasie lotu, wcześniej wyjęte z bagażu podręcznego, jak i w docelowej destynacji, przewiezione w bagażu rejestrowanym. Przy bagażu podręcznym przy przejściu przez „security” musimy wszystko wyłożyć do prześwietlenia, sztuka po sztuce. Strażnicy często nawet mają dedykowane pojemniki do wyłożenia przedmiotów na taśmę do prześwietlenia, na które trafiają wszystkie normalnie niedozwolone gadżety spożywcze naszych maluchów.

Oczywiście, co bardzo ważne, musimy pamiętać o zdrowym rozsądku i w przypadku bardziej nietypowych destynacji, pamiętać o upewniniu się co do tamtejszych regulacji przewozowych, czy przypadkiem nie wwozimy im do kraju czegoś, czego oni sobie otwarcie nie życzą. Z tego co pamiętam, na Seszelach były pewne ograniczenia co do wwożenia niektórych przetworów spożywczych.

 

Jeśli macie jakieś inne zasady, których zawsze trzymacie się przy lataniu z maluchami, to zapraszamy Was do dzielenia się nimi w komentarzach. Tak samo w przypadku pytań, na które odpowiedzi nie możecie znaleźć powyżej lub na które znacie nieco inne odpowiedzi.